Pierwsze śliwki, robaczywki.

(fot. m.wyborcza.biz)
Chociaż nie chcemy o tym myśleć, jesień idzie do nas wielkimi krokami. Pierwszym zwiastunem zmiany pory roku są śliwki. Na bazarkach i w warzywniakach możemy JUŻ dostać te pyszne polskie owoce. 

Najpopularniejsze są węgierki – co możemy z nich przygotować? 

Śliwki nadają się do dań słodkich i mięsnych. Najlepsze będą z nich powidła, ciasta, kompoty oraz śliwki w zalewie octowej które idealnie komponują się na przykład z wołowiną.

Należę do tych osób które nadal robią przetwory i sięgam po nie z przyjemnością w okresie zimowym. Naturalne składniki bez polepszaczy, konserwantów i barwników to jest to.

Co roku robię powidła śliwkowe według przepisu mojej mamy. Dziś zdradzę wam rąbek domowej tajemnicy. 

Powidła śliwkowe 


* 3 kg śliwki węgierki
* 2 szklanki cukru
* 2 gruszki odmiana klapsa





Myjemy dokładnie śliwki, usuwamy  pesteki i  ogonki. Tak przygotowane wkładamy  do garnka ( najlepiej teflonowego o szerokim dnie), po wierzchu posypujemy cukrem, i stawiamy na małym ogniu, tak żeby się powoli dusiły. Nie mieszamy śliwek, najlepiej je przykryć, i dusić przez ok. 3-4 godziny. Gruszki obieramy usuwamy ogonek i gniazda nasienne, kroimy je w ćwiartki, a następnie w kostkę, tak przygotowane gruszki zatapiamy przy pomocy łyżki w śliwki i jeszcze przez około 30 minut dusimy pod przykryciem. Średnio wychodzi około 8 słoiczków o pojemności 0,3 l. Gorące powidła przekładamy ostrożnie do przygotowanych słoików, zakręcamy i odwracamy do góry dnem aby się zawekowały.



Tarta Śliwkowa 



* pół kostki masła
* 1,5 szklanki mąki pszennej
* 0,5 szklanki cukru
* 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
* 2 łyżki gęstej śmietany
* 2 żółtka
Na stolnicy łączymy składniki ze sobą, zagniatamy ciasto, następnie wałkujemy je tak aby miało kształt zbliżony do koła na grubość około 1 cm. Formę do tarty smarujemy masłem i lekko posypujemy mąką. Ciasto nawijamy na wałek i rozwijamy do przygotowanej formy, wystające ciasto obrywamy, palcami układamy ciasto w formie, widelcem nakłuwamy ciastoi zapiekamy je 10 minut w piekarniku nagrzanym do temp. 180 stopni. Po tym czasie podpieczone ciasto wyjmujemy i układamy na nim śliwki-ściśle jedna obok drugiej skórkami do dołu, miąższem do góry, to spowoduje iż sok ze śliwek podczas pieczenia pozostanie w zagłębieniach po pestkach i nie rozmoczy nam ciasta. Tak przygotowane ciasto wkładamy ponownie do piekarnika i pieczemy około 30 minut.

Resztkę ciasta formujemy w kulkę i wkładamy do zamrażalnika, możemy je zetrzeć na tarce na tarte, tak po 20 minutach pieczenia, będzie „udawało” kruszonkę.

Mieszamy cukier puder z cynamonem i przy pomocy sitka posypujemy jeszcze ciepła tartę.

Śliwki w occie z goździkami i cynamonem
(porcja na 6-8 słoików 300ml)



* 2 kg śliwek
* 1,5 szklanki cukru
* 1,5 szklanki wody
* 1/3 szklanki octu spirytusowego (lub 1 szklanka octu winnego lub jabłkowego), 
* cynamon 2 laski w kawałkach
* 6-8 sztuk goździków

* 3-4 ziela angielskie
* 1 łyżka miodu


Napisałam 6-8 słoików, bo to zależy od tego na ile ciasno ułożymy w nich śliwki. Druga ważna sprawa to cukier. Można go w ogóle nie użyć, wtedy śliwki będą bardziej kwaskowe, zwłaszcza jeśli, tak jak w tym roku są bardzo słodkie. I trzecia rzecz – zalewa, której nie robię dużo, bo wypełniam słoiki śliwkami bardzo szczelnie, więc niewiele dolewam do nich zalewy. Tak przygotowane śliwki w occie to doskonała przystawka do podawanych na zimno i gorąco mięs, mogą być dodatkiem do deserów i ciast.

Owoce umyć, wyjąć pestki. Ułożyć w słoikach bardzo ściśle. Dobrze jeśli słoiki są tej samej wysokości, łatwiej będzie pasteryzować. W garnku zagotować wodę z octem, cukrem (opcjonalnie), miodem, goździkami i cynamonem. Owoce zalać wrzącą zalewą (przez sitko, żeby cynamon i goździki nie powpadały do słoików). Mocno zakręcić słoiki.

Duży, wysoki garnek wyłożyć ścierką, wstawić do niego słoiki i zalać ciepłą wodą mniej więcej do 3/4 wysokości słoików, tak żeby wrząca woda nie dotykała nakrętek. Garnek przykryć pokrywką, ale pokrywka również nie może dotykać nakrętek, i postawić na gazie. Od momentu kiedy woda zacznie wrzeć słoiki mają się pasteryzować 20 minut. Po tym czasie zdjąć garnek z ognia, odkryć i pozostawić na 10 minut. Na parapecie lub wolnym blacie ułożyć ścierkę. Wykładać na nią słoiki ustawiając do góry dnem, dzięki temu mamy pewność, że dobrze są zamknięte i nic z nich nie wycieka. Ja skracam czas pasteryzowania o 2-3 minuty wtedy śliwki są bardziej sprężyste i bardziej zwarte.



Smacznego!


autor tekstu:  Monika Majewska

Psie sucharki, czyli o tym dlaczego kochamy nasze czworonogi


Przeglądając internet, raz na jakiś czas natykamy się na stronę, która pochłania nas w całości. Mówimy, że wejdziemy na chwilkę zobaczyć "co słychać", a przepadamy na długie godziny w informacjach, które się tam znajdują. Tak stało się ze mną i ze stroną, a właściwie fanpage'm "Psie sucharki". 

Każdy kto ma czworonoga, obserwuje jego dziwne zachowania i wygłupy. Niekiedy psy robią też coś co z początku nam się nie podoba, po to by kilka dni później śmiać się do rozpuku z tego, że psiak zjadł skarpetę, chciał pokazać jak nas kocha- i przyrządził kolację ze śmieci na środku salonu czy kopiąc ziemię w poszukiwaniu kamieni wyciągnął z dziury szczura. 

Mokre nosy kradną nam serca już od pierwszej chwili pojawienia się w rodzinie. Śmieszne sytuacje przytrafiają się już od początku i niekiedy potrafią rozbawić do łez. I właśnie autor strony "Psie Sucharki" potrafi te momenty uchwycić i "przerysować". W ten sposób powstają śmieszne obrazki, które powodują uśmiech na twarzy. 

Nie jest to absolutnie chęć reklamy, chociaż uważam, że takich artystów ze świeżą głową należy promować. Jest to po prostu mój zachwyt nad prostotą przekazu i pozytywnymi emocjami które temu towarzyszą. 

Zresztą zobaczcie same :) 








 autor: Magdalena Kazubska 

wszystkie zdjęcia pochodzą z fanpaga psich sucharków.


Monika Bellucci-ikona stylu obecnych czasów


(fot. lamode.info)

Oglądając filmy i programy telewizyjne, nie macie czasem wrażenia, że występujące w nich kobiety są jak by powielone, prawie niczym się nie różnią? Wszystkie jak jeden mą- szczupłe czasem wręcz chude, włosy w najnowszych obowiązujących odcieniach, w ciuchach od tych samych projektantów. Ale są też takie aktorki, czy artystki które są nie do podrobienia, nie da się ich naśladować, są wyjątkowej urody, osobowości i mają swoją klasę, a ich imię i nazwisko- u panów wywołuje dreszczyk podniecenia, a u nas nutkę zazdrości.

Chcę Wam dziś przedstawić moją imienniczkę, kobietę o posągowej figurze, pięknych klasycznych rysach twarzy, oraz o ujmującej osobowości i wspaniałym talencie aktorskim – Monika Bellucci.

Urodziła się we Włoszech jako jedynaczka, niedawno obchodziła swoje 50 urodziny. Studiowała prawo w Perugii. Aby utrzymać się na studiach została modelką, nie mogąc jednak pogodzić tych dwóch pasji w końcu zrezygnowała z nauki i na dobre zaczęła pozować.

Mająca ponad 170 cm wzrostu Monica zdobywała powoli uznanie jako aktorka oraz modelka. Dzięki cieprliwości i nietuzinkowej urodzie dostaje angaże w kampaniach reklamowych znanych marek: Dior, Diorskin, Dolce&Gabana, Oriflame, Astor, Fiat, można było ją również oglądać w reklamie naszej rodzimej wody Cisowianka Perlage.

W 1990 roku debiutuje w filmie „Życie u boku dzieci”.

Zagrała w ponad pięćdziesięciu filmach, możemy ją oglądać między innymi w: „Draculi” Coppoli u boku Gary Oldmana; „Łzach słońca” w parze z Bruce Willisem; czy w filmie „Asterix i Obeliks Misja Kleopatra” gdzie gra tytułową bohaterkę.

Dzięki roli w dwóch częściach „Matrixa” usłyszano o niej za oceanem-w Holywood- co przyniosło jej rolę Marii Magdaleny w „Pasji” w reżyserii Mella Gibsona. W krótce będziemy mogli obejrzeć ją w roli dziewczyny Bonda w kolejnej części jego przygód, gdzie zagra u boku Davida Crega.

Jest porównywana do legend kina lat 50-tych i 60-tych-Sophii Loren, Giny Lollobrigidy i Claudii Cardinela, mi osobiście kojarzy się z aktorką Ursulą Anderss, która również zagrała dziewczynę Bonda.

Obecnie uznawana jest za najpopularniejszą włoską aktorkę na świecie.


W roku 2002 na łamach magazynu Askmen została uznana za najbardziej pożądaną kobietę świata, rok później magazyn Maxim przyznał jej  trzecie miejsce wśród najbardziej pożądanych kobiet świata.

Zasiadała w jury Festiwalu Filmowego w Cannes, który odbył się w roku 2006, gdzie oceniała swoje koleżanki i kolegów po fachu.

Ikona ta nie jest filigranowa, nosi rozmiar 40/42, zajada się makaronem, twierdzi że jej uroda nie jest dziełem skalpela, i podobno nie dba o sylwetkę, a na wyjścia zakłada czarną suknię by ukryła mankamenty jej figury.

Zgodzicie się ze mną że kiedy pojawia się na festiwalach fotoreporterzy szaleją na jej punkcie i jest jedną z niewielu gwiazd, która jest najdłużej fotografowana. Bellucci zawsze odznacza się pięknymi klasycznymi kreacjami, prostymi w kroju i wykonaniu. Dobór fryzur oraz biżuterii którą pięknie eksponuje przyciąga wzrok, a swoim spojrzeniem elektryzuje. Uważa swoje oczy za swój największy atut, zawsze podkreśla je makijażem. Nie należy do kobiet, które potrafią wyjść z domu bez makijażu.

Prywatnie dwukrotnie zamężna i rozwiedziona, jest mamą dwóch córek ze związku z francuskim aktorem Vincentem Casselem z którym poznała się na planie filmu „Apartament”.

Zdecydowała się na późne macierzyństwo, twierdzi że dokonała świadomie takiego wyboru.

Angażuje się również w niesienie pomocy osobom potrzebującym, łączy swoją popularność z działalnością charytatywną. Po wydaniu albumu z jej zdjęciami, cały dochód przeznaczyła na rzecz stowarzyszenia „Paroles de femmes”, które wspiera kobiety w trudnej sytuacji życiowej. Zebrane fundusze mają pozwolić na stworzenie miejsca-ostoi dla kobiet z dziećmi które są w ciężkiej sytuacji, aby mogły realizować się jako matki i poczuć się wolnymi i niezależnymi kobietami.

Podsumowując jej osobę przykuwa uwagę swoją urodą, dojrzałością, talentem aktorskim, zawsze doskonałym wyglądem w każdym detalu, elektryzującym spojrzeniem i intrygującym tonem głosu.

W mojej ocenie jeszcze przez wiele lat będziemy ją mogli oglądać w wielu kreacjach filmowych, nie zależnie czy jest to film kostiumowy czy rola współczesna potrafi swą grą aktorską wciągnąć widza w fabułę.





autor: Monika Majewska

Cellulit- wodne zło!

(fot. dermiblog.pl)


Pomarańczowa skórka, tak zwykłyśmy mówić na coś, co ani trochę nie przypomina pomarańczy. Coś, co mi osobiście kojarzy się raczej z tłuszczem i brzydko wyglądającymi grudkami niż z tym smacznym i soczystym owocem. Cierpi na to 80% kobiet- mowa o zmorze obecnych czasów Cellulicie.

Czym jest ta bestia atakująca zarówno młode kobiety, nastolatki jak i starsze panie?


Cellulit występuje głównie w rejonach brzucha, ud oraz okolicy bioder. Często też przemieszcza się w okolice pośladków. Cechą, która wyróżnia tę zmianę chorobową, są właśnie widoczne grudki pod powierzchnią skóry.

Na początku możemy wroga nawet nie zauważyć. Kryje się on bowiem  pod powierzchnią skóry i dopiero przy nacisku na nią ujawnia się.

Przyczyn powstania cellulitu może być kilka. Niektórzy mówią, że jest to uwarunkowanie genetyczne. Występuje on bowiem prawie wyłącznie u kobiet. Panowie mają to szczęście, że nie pojawia się on u nich prawie nigdy.

Kolejną przyczyną powstawania tych zmian podskórnych może być zaburzona gospodarka hormonalna. Bardzo często kobiety zauważają u siebie cellulit w momencie, kiedy decydują się na antykoncepcję hormonalną. Dzieje się tak dlatego, że dostarczamy wtedy do organizmu duże stężenie estrogenów- hormonów żeńskich. Nadmiar tych hormonów jest niebezpieczny zwłaszcza przy niedoborze progesteronu. Kiedy estrogenów jest za dużo wtedy odkłada się nam w organizmie woda (stąd też nazwa cellulit wodny). Zastój w tych naczyniach powoduje obrzęki i poprzez ucisk dochodzi do pobudzenia komórek tłuszczowych, a te zaczynają produkować w zwiększonej ilości tłuszcz. Kiedy dochodzi do przerostu tkanek, co skutkuje fałdkami, które widzimy jako cellulit. Tam gdzie jest zgrubienie- pojawił się u nas obrzęk i widzimy to jako podskórną grudkę. Kiedy zauważymy u siebie coś takiego- należy natychmiast zacząć działać. W przeciwnym razie ciało nie tylko zmieni wygląd na stałe, ale może również spowodować to dolegliwości bólowe.

Możemy rozróżnić cztery stopnie w rozwoju cellulitu:

* Pierwszy stopień, jest wtedy, kiedy nie widać cellulitu gołym okiem, natomiast jego obecność potwierdzona jest w badaniu histopatologicznym

* Drugi stopień – zaczyna się, wtedy kiedy po uciśnięciu skóry zostają na niej białe odciski. Świadczy to o braku dopływu krwi w dane miejsce- co może sugerować mikroskopijne uciski.
Zmniejsza się też temperatura i elastyczność skóry


* Trzeci stopień – jest już zaawansowany. Zmiany są dobrze widoczne i właśnie ten stopień możemy nazwać skórką pomarańczową. Grudki są wyczuwalne i przy dotykaniu skóry może pojawić się ból


* Czwarty stopień – nie pozostawia już złudzeń. Cellulit jest zaawansowany, a guzki są widoczne bez nacisków. Skóra jest pofałdowana i boli


Nie tylko my zwykłe śmiertelniczki cierpimy na ten brzydki defekt. Również kobiety wielkiego świata borykają się z cellulitem.



Kelly Brook*


Lady Gaga

Mel B

Małgorzata Rozenek

Scarlett Johansson

Tatiana Okupnik


Skoro więc nawet i sławnym i bogatym zdarza się ta przypadłość, czy my zwykłe kobiety mamy szansę z nią wygrać?


Otóż mamy!


Duże znaczenie w walce z cellulitem ma ruch i dieta. Jest to podstawa wszystkich zmian zachodzących w organizmie. W myśl zasady jesteś tym, co jesz- należy ograniczyć spożywanie tłuszczy i węglowodanów. Należałoby też zwiększyć swój wysiłek fizyczny i udać się na zajęcia ruchowe. Pomogą one nie tylko w lepszym samopoczuciu, ale również ukrwieniu i dotlenieniu komórek atakowanych przez tłuszcz. Należy też wypijać ok. 2 litry wody dziennie. Unikajmy także obcisłych ubrań hamujących krążenie. Legginsy, chociaż bardzo modne, mogą nam zaszkodzić.

Jeżeli stosujesz antykoncepcje hormonalną i wcześniej nie zaobserwowałaś u siebie cellulitu- należałoby porozmawiać ze swoim ginekologiem i poprosić go o stworzenie profilu hormonalnego. Być może pigułki, które stosujesz- mają za dużą dawkę hormonów.

Jeżeli jest to już trzecie bądź czwarte stadium cellulitu, możesz również pomyśleć o bardziej inwazyjnych środkach. Wiele salonów kosmetycznych i gabinetów medycyny estetycznej oferuje zabiegi pomagające w walce z cellulitem. Jednak zanim na coś się zdecydujesz, porozmawiaj z kosmetyczką i przede wszystkim nie oczekuj cudów. Po jednym zabiegu nic nie zmieni się nagle.



Cierpliwości, tę walkę da się wygrać!

Autor: Magdalena Kazubska



*wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony kobieta.onet.pl

Nie za stara na studium ?

(fot.www.lumeonline.com.br)
Każda kobieta marzy o życiu jak z bajki. Idealny mąż, zdolne , grzeczne dzieci, dom z białym płotkiem... rzeczywistość okazuje się jednak bardziej brutalna.

Dzieci wcale nie muszą być takie grzeczne, mąż spędza całe dnie w pracy, a dom z białym płotkiem jest zwykłą ruderą wymagającą natychmiastowego remontu. I właśnie wtedy w głowie zaczyna się rodzić wątpliwość, bo przecież nie tak miało wyglądać moje życie. Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu chce zrobić coś tylko dla siebie. 


Przez przypadek znajduję ulotkę z ofertą studium policealnego i już wiem, że to jest właśnie to czego potrzebuję. Przeglądam listę kierunków natrafiając na hasło "Terapeuta do spraw uzależnień " i następnego dnia jestem na liście uczniów. Reakcja rodziny trochę mnie zawodzi, nie są zadowoleni, wiedzą ,że będę poświęcała im teraz trochę mniej czasu. Mimo to pełna optymizmu wręcz biegnę na pierwsze zajęcia.

Grupa jest bardzo zróżnicowana wiekowo, od młodych dziewczyn po starsze panie. Wszyscy patrzą na siebie niepewnie ale przecież pierwsze dni wszędzie wygladają podobnie, więc mnie to nie zraża. Do klasy wkracza puszysta nauczycielka z zarażającym uśmiechem na twarzy. Tak się zaczeło, usiedliśmy w okręgu i opowiadaliśmy " o sobie". W pewnym momencie miałam wrażenie jakbym była na spotkaniu AA, chodzi o tę atmosferę otwartości, wpuszczenia obcych ludzi do mojego życia. Po tej lekcji zniknęły wszelkie podziały, które pojawiły się za początku.Ten dzień sprawił, że z niecierpliwością czekałam na kolejne zjazdy.



Nauczyłam się wiele, nigdy nie żałowałam swojej decyzji. Poznałam niesamowitych ludzi i ich niesamowite historie.Dzięki tym zajęciom zaczęłam inaczej na nich patrzeć, a przede wszystkim nie oceniać, co jest niewiarygodnie trudne. Na tym kierunku  skupiano się
głównie na komunikacji międzyludzkiej, na to jak kierujemy się emocjami zamiast spokojnie przeanalizować sytuację. Myślę,że takie zajęcia powinny zostać włączone do programu nauczania dzieci już w szkole podstawowej, żeby w dorosłym życiu uniknąć wizyt u psychologa, psychiatry, terapeuty itp.



Moja rodzina zauważyła zmianę, zmianę na lepsze. Czułam się szczęśliwsza i w pełni rozumiana.Takie studium trawa rok, dwa, trzy  lata w zależności od kierunku, ja uczęszczałam na nie w trybie zaocznym. Jest tam wiele kobiet, które mają już własne rodziny, prace, a takie studium traktują jako zdobycie nowego doświadczenia ale i oderwanie od monotonii życia rodzinnego.

autor: Natalia Czarnecka

Trendy na nadchodzący sezon jesień/zima 2015

(fot. kobietamag.pl)
Trendy modowe na nadchodzącą jesień i zimę można było poznać już wiosną tego roku. Z takim wyprzedzeniem szanujące się stolice mody – Paryż, Mediolan, Londyn, Nowy Jork stają się sceną dla pokazów mody największych projektantów. Tej jesieni i zimy mają królować czernie, granaty, czerwienie oraz szarości. Nie pozwólmyjednak zlać się z szarością chodnika i dobierzmy kilka kolorowych dodatków, dodajmy fajne akcenty do obowiązujących barw sezonu jesień/zima 2015.

Z czarnym płaszczem, kurtką czy futrem dobrze komponują się jasne kolory-miodowy, camel, musztardowy, oliwkowy, łagodne żółcie, stonowane róże, czy odcienie fioletu. Możemy więc zaszaleć z dodatkami i biżuterią. 

Do łask wraca moda lat 70-tych-długie, szerokie nakrycia wierzchnie, zamsze oraz proste kroje nogawek spodni.

Dodatki również są w tym sezonie pożądane. Torebki-czy znacie kobietę która ma ją tylko jedną  – ja nie znam. Dodatek ten  nie tylko jest miejscem, gdzie możemy nosić niezbędne nam rzeczy i drobiazgi, ale może być też kreatywnym  i ożywiającym dodatkiem naszego stroju. Przemija już czas olbrzymich worków wyładowanych po brzegi, nadchodzi czas torebek które mają określoną formę, kształt, z kieszonkami na wierzchu i wewnątrz, ułatwiającymi utrzymanie ładu w torebce, by jej wnętrze nie wyglądało jak po zderzeniu z tornadem. W sklepach pojawiają się torebki nie tylko czarne i brązowe, ale też śmiałe połączenia kolorystycznie. Pozwala to na łączenie np. torebki z szalem lub chustą, które ku mojej radości nie wychodzą z mody.

(fot. kobietamag.pl)

Przed nami rześkie poranki, nie zapominajmy o ochronie naszych dłoni, a zrobimy to dzięki rękawiczkom. Mogą być z cienkiej dzianiny lub z licowanej skóry bez podszewki. Ja kocham moje niebieskie rękawiczki w drobne dziurki z zapięciem na nadgarstku. Modne są tego typu ozdoby- różnego rodzaju. Moje są z wycięciem na górze dłoni w tzw. „całuski”, które swą nazwę wzięły od faktu, że kiedyś mężczyźni całowali kobiety na powitanie i pożegnanie  w dłoń i aby te nie musiały mocować się ze zdejmowaniem rękawiczek wymyślono owe wycięcie na pocałunek.

Zauważyłam, że w sklepach pojawiają się kapelusze, przekonanie się do nich zajmie nam jeszcze sporo czasu, bo raczej kojarzymy je z babciami ale faktem jest że nie każdej z nas dobrze jest w kapelusz. Nie ma tu często nawet znaczenia  jego fason czy kolorystyka.

Jesienią i zimą nie rezygnujmy z noszenia ciemnych okularów. Chociaż okulary kojarzą nam się głównie z letnimi promieniami słońca, również na jesieni należy chronić przed nim oczy. W sezonie jesień/ zima 2015 sięgnijmy po okulary w kolorowych oprawkach, czy szkłach lustrzankach barwionych na różne kolory. Dobrze dobrane okulary dodadzą nam szyku i elegancji, nutki tajemniczości oraz co najważniejsze ochronią przed szkodliwymi promieniami UV.

(fot.elle.pl)

(fot.elle.pl)

(fot.elle.pl)

(fot.elle.pl)

(fot.elle.pl)
autor: Monika Majewska

Być jak Carrie Bradshaw...

(fot. shellamode.com)


Być jak Carrie Bradshaw z Seksu w Wielkim Mieście ,
Rachel Green z Przyjaciół, czy Brook Logan z Mody na sukces, to inspiracja dla wielu z nas.  Dlaczego, tak łatwo wchodzimy w świat seriali i tak ciężko później nam z niego wyjść? 


Kiedy zaczyna się jakiś serial, często podchodzimy do niego z rezerwą i swojego rodzaju zaciekawieniem. Powoli wchodzimy w świat pięknych, młodych i zaradnych kobiet, które są niezależne, odważne i pełne wdzięku. Są też idealne w łóżku, w pracy i mają mnóstwo przyjaciół. Chcemy je naśladować i inspirujemy się tymi postaciami wchodząc w ich świat z każdym jednym epizodem. 

Która z nas nie chciałaby być piękna, młoda i bogata. Mieć bujne życie towarzyskie i osiągać sukcesy w pracy. Która nie chciałaby, aby jedynym jej problemem było to jakie buty pasują do sukienki i czy wyrobi się na wyjście z przyjaciółmi wieczorem.


Seriale sprzedają nam życie prawie niemożliwe-scenariusze idealne i przerysowane. Takie, które chcielibyśmy aby były prawdziwe. Gdzie nie ważne czy jesteś dziennikarką, prawniczką czy pracujesz w sklepie- stać Cię na drogie ubrania i mieszkasz w luksusowym apartamencie, gdzieś na ostatnim pietrze starej kamienicy. 

Programy telewizyjne wręcz napinają się od ilości proponowanych tasiemców. Jednak ich rozumienie jest zgoła inne niż jeszcze kilka lat temu- kiedy to najbardziej popularną produkcją była Moda na sukces. 

Być może to nasza wścibskość i naturalna chęć podglądania życia innych powoduje to, że tak łatwo wchodzimy w świat naszych ulubionych bohaterek. Interesujemy się co czują, z kim sypiają oraz to jakie sukcesy i porażki stają na ich drodze. 

Część z nas poza zazdrością o życie serialowych postaci, potrafi zmotywować się historiami przedstawionymi na ekranie. Chcemy tak jak one osiągać sukcesy i brać życie całymi garściami. 

Wszystkie tasiemce w większym bądź mniejszym stopniu dominuje jednak jedno- miłość. Jest to chyba najważniejsze uczucie dla każdego z nas. Dlatego mało kogo powinno zdziwić, że jest to najczęściej poruszany temat w każdym tasiemcu. Nie zależnie czy jest to opowieść o Carrie Bradshaw i Mrs. Big'u z Seksu w wielkim Mieście,  czy  historia Ridge'a Forrestera i Brooke Logan z Mody na sukces. 

Serialowe miłości różnią się jednak od tych, które zna przeciętny zjadacz chleba. I chociaż
i nam zdarzają się uczucia aż po grób pełne namiętności, i uniesień to w serialach jest to czymś oczywistym. I w każdym z nich, finalnie bohaterowie znajdują swoją drugą połowę- po to aby po różnych problemach i zrządzeniach losu-  w ostatnich odcinkach połączyć się węzłem małżeńskim. 


Zastanawiam się jakby wyglądała kontynuacja takiego życia bohaterów już po ślubie. Jak zmieniłoby się ich życie. Można powiedzieć, że rąbka tajemnicy uchyla tu serial Gotowych na wszystko i postać Lynette Scavo, która podczas swojego związku przechodzi chorobę, roni dziecko i prawie rozwodzi się z mężem. Takiego obrotu spraw rzadko kiedy można spodziewać się w tasiemcach. Wolą one bazować na pięknym złudzeniu życia idealnego. Wchodzimy w świat bohaterów i stopniowo stajemy się jego częścią. Bardzo ciężko nam później pogodzić się z odejściem naszych bohaterów i idoli. Często, kiedy serial się już skończy odczuwamy pustkę i po jakimś czasie wracamy do pierwszych odcinków by na nowo przeżyć ich historie i nawet wtedy wiedząc co się stanie na nowo uzależniamy się od ich świata. 

A wy jakie macie ulubione seriale? Co was inspiruje? Za kogo światem tęsknicie? 

autor: Magdalena Kazubska