Dlaczego zdradzamy ?

(fot. swiat-kosmetykow.pl)




Ilu Polaków przyznaje się do "skoku w bok"? W jakich sytuacjach najczęściej wdajemy się w romanse? I najważniejsze- dlaczego zdradzamy, skoro tworzymy z kimś stały związek? Z badań przeprowadzonych w 2011 roku przez CBOS wynika, że aż 83% z nas twierdzi, iż nigdy „nie nawiązało kontaktów intymnych, fizycznych z kimś innym niż partner, z którym aktualnie było się w związku”*.

Oficjalnie do zdrady (przynajmniej raz w życiu) przyznało się jedynie 10% respondentów, z czego większość to mężczyźni (co oczywiście nie oznacza, że my, kobiety, jesteśmy takie święte)  Moralna ocena romansów czy flirtów jest oczywiście usankcjonowana społecznie, być może właśnie dlatego tak trudno jest nam przyznać się do zdrady.
Autorzy wspomnianego powyżej raportu szacują, iż rzeczywista ilość zdrad jest aż o 11% większa niż ta deklarowana w nawet anonimowych ankietach.


Jak możemy przeczytać, w romanse najczęściej wdają się osoby młode (w wieku 25-34 lat), zamieszkałe w większych miejscowościach, posiadające relatywnie dobre wykształcenie i stabilną sytuację materialną, a także… lewicowe poglądy.


Najwięcej romansów miało swój początek oczywiście w pracy (34%) lub w kręgu przyjaciół, znajomych (25%); na trzecim miejscu lokuje się uczelnia/szkoła (9%), a co dwunasta intymna znajomość rozpoczęła się w pubie czy dyskotece (8%). Istotne jest tu rozróżnienie płci, ponieważ mężczyźni zazwyczaj znajdują sobie kochanki w miejscu, w którym spędzają przynajmniej połowę swojego życia- właśnie w pracy (36%), natomiast kobiety swoje kontakty intymne nawiązują raczej w kręgach znajomych (33%).


Jeżeli chodzi o geograficzne zależności, to do zdrady „najchętniej” przyznają się mieszkańcy województw podlaskiego, opolskiego, łódzkiego i dolnośląskiego, natomiast w Wielkopolsce, warmińsko-mazurskim, świętokrzyskim i mazowieckim występuje przewaga osób starających się ukrywać „skoki z bok”.


Jakie są powody najczęstszych zdrad wśród Polaków?


Jednorazowe „skoki w bok” najczęściej spowodowane są przez własną głupotę, tzw. zapomnienie się i bardzo często towarzyszące mu przedawkowanie alkoholu.
Wdanie się w romans uwarunkowane jest już zupełnie innymi brakami w związku. Jako kobiety zdradzamy, bo czujemy się niekochane i samotne, zdradzamy, by poczuć dreszczyk emocji, bo partner nas zaniedbuje i nie spełnia naszych podstawowych wymagań.


Mężczyźni, zwłaszcza ci młodzi, często twierdzą, że monogamia jest po prostu nudna, a niektórzy wprost mówią, że kochanka nie chce realizować ich fantazji seksualnych, dlatego szukają kobiet, dla których nie stanowi to problemu.


Na zakończenie mała ciekawostka:


DRD4 to gen, który według specjalistów jest ponoć odpowiedzialny za ludzką niewierność. Produkuje on dopaminę, związek chemiczny, który sprawia, że seks z obcą osobą daje nam o wiele lepsze doznania, niż ten ze stałym partnerem.  Panie i Panowie, nie traktujcie jednak powyższego zdania jako wymówkę do zdradzania! :) pamiętajcie, że wszelkie decyzje podejmujemy jako świadomi i dorośli (odpowiedzialni) ludzie!










*dane pochodzą z raportu „Zdrady i romanse” przeprowadzonego w 2011r.przez CBOS

Chcesz wiedzieć kto dla Ciebie pisze?


"Dziennikarstwem zajmuje się od 3 lat... jest to moją pasją i realizacją... Z myślą o założeniu portalu dla kobiet nosiłam się od dobrych kilku lat, aż w końcu się odważyłam i kompletuje dla Was ludzi, którzy będą tu dla was pisać z miłością i oddaniem... Ponad to piszę, notorycznie piszę ( w autobusie, na kawie, czekając na przyjaciółkę- wszędzie z notesem) ... wydałam książkę, druga jest w czasie realizacji. Moja myśl przewodnia "Nic co kobiece nie jest mi obce"." -redaktor, Magdalena Kazubska

"Debiutująca blogerka. Miłośniczka wyrafinowanego poczucia humoru a'la Monty Python, amerykańskiej popkultury i wszystkiego co wzbudza zachwyt, zdziwienie ale i... grozę.
Regularnie śledzi nowości z dziedziny urody, mody i zdrowia. Uzależniona od słodyczy i dietetycznych batoników. wieczna marzycielka i niepoprawna optymistka."-
Małgorzata Jędrychowska


"Nie lubię o sobie mówić. Piszę, bo lubię."- Barbara Paduchowicz

"Słodko-gorzka dusza niepokorna, poetka, socjolog, miłośniczka sztuki, uwiedziona przez Paryż, matka, żona i kochanka nie lubiąca monotonii, hołdująca tradycji, lubiąca poznawać ludzi, gaduła poszukująca nowych horyzontów rozwoju, fanka sportów motorowych oraz sportów walki, muzyka to moje drugie imię, moje marzenie - Alaska, mój cel w życiu - wychować  tak syna aby nikt przez niego nie płakał"- Monika Majewska


"Jestem studentką kulturoznawstwa, więc z racji wykształcenia interesuje mnie wszystko to, co dotyczy kultury i szeroko pojętej sztuki: od filmu, teatru i książki, przez życie gwiazd, modę i podróże, aż po nasze typowe życie codzienne. Zawsze uwielbiałam pisać, więc swoje pasje realizuję specjalnie dla czytelniczek Kobiecego Atelier."- Kama Pleszczuk

W poszukiwaniu utraconej tożamości- recenzja książki "Austerlitz"

       
(fot. biblioteka.hajnowka.pl )




„Austerlitz” to ostatnia powieść W. G. Sebalda, która została wydana zaledwie kilka miesięcy przed śmiercią autora. Jej polskie wydanie, wg „Dziennika”, zostało zaliczone do jednej z dziesięciu najlepszych książek 2007 roku. Tragicznie zmarły w wypadku samochodowym w 2001 roku pisarz jest dziś uznawany za jednego z najwybitniejszych, współczesnych niemieckich twórców. Pisarski dorobek Sebalda tłumaczony jest obecnie na ponad trzydzieści języków i dla wielu pisarzy stanowi on niedościgniony wzór nie tylko pod względem mistrzowskiej formy, ale również ze względu na poruszaną w jego książkach tematykę.

Utworów Sebalda nie można jednakże zaklasyfikować ani ograniczyć tylko do jednego konkretnego gatunku literackiego; jego książki są hybrydami prozatorskich reportaży z podróży i pamiętników, genialnie zachowanymi wspomnieniami, które przeplatają się z literacką fikcją w taki sposób, iż czytelnik ma wrażenie, że ma do czynienia ze swego rodzaju przewodnikiem po rzeczywistym świecie.

W powieści „Austerlitz” podążamy tropem człowieka wyobcowanego, wygnanego i niepotrafiącego odnaleźć swojego miejsca na ziemi. Analizując bolesną historię XX wieku, Sebald tworzy kreację człowieka nieposiadającego domu, wykorzenionego i nigdzie niepasującego. Losy Jacquesa Austerlitza są pretekstem do rozważań nad ogromnym okrucieństwem zeszłego stulecia, kwestią przypadku, a także nad dzisiejszymi skutkami podjętych podczas Zagłady decyzji i działań.

Sebald nikogo nie oskarża, nikogo nie usprawiedliwia i nie tłumaczy, chce jedynie, byśmy wraz z Austerlitzem stopniowo poznawali elementy układanki, które ostatecznie tworzą utraconą tożsamość tytułowego bohatera. Gdy jako pięciolatek trafił w dziecięcym transporcie z Pragi do Wielkiej Brytanii i został adoptowany przez rodzinę walijskiego pastora, na najbliższe kilkanaście lat stał Dafyddem Eliasem nieznającym swojej genealogii. Dopiero w szkole poznał swoje prawdziwe nazwisko i dowiedział się, że jego opiekunowie zniszczyli metrykę oraz wszystkie inne dokumenty mogące poświadczyć o jego tożsamości. To właśnie ze względu na swoje żydowskie pochodzenie musiał zostać odseparowany od rodziny i przywieziony na wyspy, co właściwie uratowało mu życie.

Dopiero wiele lat później, już w wieku dojrzałym, Austerlitz chce nie tylko dotrzeć do swoich korzeni, ale podejmuje również mentalną wędrówkę do czasów samego dzieciństwa. Do tej pory, zarówno ze swojej winy jak i przez działania swych opiekunów, zwlekał ze zbadaniem swojej prehistorii, co dopiero teraz wydaje mu się niewybaczalnym błędem.








Jak mówi Austerlitz: „wszystko wywołuje we mnie poczucie izolacji i braku gruntu pod nogami”*, dlatego tak ważne stało się dla niego odnalezienie utraconej tożsamości, odkrycie tajemnicy pochodzenia i powrót do swoich korzeni.

Jacques emigruje nie tylko z kraju (najpierw z Pragi do Wielkiej Brytanii, później stamtąd do Francji), ale również z samego siebie, gdy przez połowę swojego dorosłego życia starał się nie wspominać dziecięcych lat i jak najmniej pamiętać z tamtych czasów; nie czytał gazet, a nawet radio wyłączał o określonych porach, aby tylko uniknąć niemiłych dla siebie informacji. Z premedytacją uciekał od jakichkolwiek faktów związanych z Holocaustem czy historią narodu żydowskiego: „(…) doskonaliłem reakcje obronne i wykształciłem coś w rodzaju systemu kwarantann i barier immunologicznych, który chronił mnie przed wszystkim, co pozostawało w jakimś, choćby najbardziej odległym związku z prehistorią mojej własnej osoby(…)*”. Dopiero po wielu latach Austerlitz podejmuje decyzję zarówno o powrocie do rodzinnego kraju jak i do swoich korzeni, starając się tym samym wypełnić pustkę spowodowaną bezwolnie utraconym życiem. Gdy w Pradze odnajduje swą dawną opiekunkę i przyjaciółkę rodziny, Verę, to właśnie ona, prowadzając go po jego dawnych, ulubionych miejscach, budzi w nim uśpioną pamięć z tamtych czasów. Austerlitz poznaje niejasne losy swoich rodziców, Agaty i Maximiliana Aychenwaldów, a także otrzymuje od Very zdjęcie przedstawiające pięcioletniego, jasnowłosego chłopca ubranego w elegancki biały kostium, w którym to, wbrew przypuszczeniom kobiety, kompletnie nie potrafi rozpoznać siebie.





Bohater powieści, pomimo starannego wykształcenia, ogromnej wiedzy i zdobytej kariery naukowej (Austerlitz jest docentem w londyńskim instytucie historii sztuki), nigdy nie czuł się przynależny do żadnego zawodu, klasy czy wyznania. Nie ma zbyt wielu znajomych, nie utożsamia się ani z Walijczykami, ani z Anglikami, ani nawet Francuzami, zaledwie kogoś poznaje, a od razu zdaje mu się, że zanadto się spoufala; nigdy też nie pozwolił sobie na niemal żadne bliższe relacje, bo instynktownie zaczyna się od danej osoby odsuwać.








Wiemy, że Austerlitz wciąż czegoś szuka, podróżując po Europie liczy na odnalezienie odpowiedzi na nurtujące go od lat pytania, chce poznać źródło swoich zaburzeń duchowych, lecz okazuje się, że odkrycie swego prawdziwego nazwiska i pochodzenia tak naprawdę niewiele mu w tym pomaga. Ta wiedza jeszcze bardziej potęguje jego samotność, poczucie izolacji, odrzucenia i wypalenia. Nie potrafi wykorzystać jej w odpowiedni sposób, nie może pogodzić się z faktem, że tak drastycznie i bez swojej woli został pozbawiony idyllicznego dzieciństwa. Jak sam o sobie mówi: „zawsze, odkąd sięgam pamięcią, znajdowałem się w stanie bezsprzecznej rozpaczy”*.




Nieszablonowość powieści „Austerlitz” ujawnia się przede wszystkim w sposobie konstrukcji narracji: płynnie przechodzimy od monotonii przez przesycone architektonicznymi szczegółami opisy dworców i innych budynków, aż do nagłych zwrotów i niespodziewanie urywającej się narracji. Zupełnie jakbyśmy byli współtowarzyszami Austerlitza podczas jego tak licznych podróży, jakbyśmy razem z nim poszukiwali i odkrywali swoją tożsamość i wspólnie przeżywali wszystkie związane z tym procesem emocje.

Osoba Austerlitza wzorowana jest na realnej postaci i uważam, że właśnie to jest powodem tak intensywnego jej wpływu na czytelnika. Mamy wrażenie, że problemy bohatera nie odnoszą się jedynie do niego samego czy do ocalałych z zagłady Żydów, ale są również metaforą życia współczesnego, w którym poszukiwanie swej tożsamości ponownie przybrało na sile. To właśnie mistrzowska umiejętność Sebalda opisywania przeszłych wydarzeń powoduje, że w rozterkach Austerlitza możemy odnaleźć wiele analogii do swojego życia, naszych problemów i codziennych zmagań z rzeczywistością.

Postać Jacquesa Austerlitza zbudowana jest w tak wielowarstwowy, niejednorodny, a zarazem pełny i bogaty sposób, iż bez większego problemu możemy odnaleźć w niej pokrewne cechy należące do nas samych.

Odnoszę wrażenie, że niemal każdy wnikliwy czytelnik książki „Austerlitz” jest w stanie utożsamić się z jej bohaterem, jednakże konieczne ku temu są dwa warunki: po pierwsze, przebrnięcie przez całość powieści; po drugie uświadomienie sobie, że w każdym z nas drzemie cząstka niezrozumiałego i osamotnionego outsidera, który podczas poszukiwania własnej tożsamości, mimo pozorów, potrzebuje akceptacji i stabilizacji.




*źródło wszystkich cytatów:

W.G Sebald Austerlitz, Wydawnictwo W.A.B., wydanie I, Warszawa 2008







10 000 tys. !!!!!



Długoletnia miłość? Czy to w ogóle istnieje?

(fot.www.samorzad.pap.pl)



Kwestia miłości sama w sobie jest skomplikowana, a uczucie trwające przez lata tym bardziej. Wytrwanie w uczuciu, gdzie po pierwszym etapie uniesień i zachwytu dostrzega się codzienność, a co za tym idzie powszednie problemy, które nie stanowią motoru napędowego w rozpaleniu iskierek-nie należy do najłatwiejszych. Z tyłu głowy pojawia się znane każdemu słowo: rutyna.
Jak do tego wszystkiego ma się miłość dwojga ludzi zaplątanych w zawirowania dnia codziennego?

Niewątpliwie z upływem czasu miłość ewoluuje - dojrzewa. Nie zawsze jest pięknie i radośnie - przychodzą kryzysy, zwątpienia i trudne chwile. Czy można pokusić się o stwierdzenie, że jest gorsza? Niekoniecznie. Jeżeli ktoś chciałby, aby przez lata w związku górowały emocje, uniesienie to może się zawieść. Choć wydaje się, że z biegiem lat nadchodzące zmiany w przeżywanym uczuciu stają się naturalne. Wartości tj. troska, poczucie bezpieczeństwa, stabilizacja stają się cenniejsze. Trzeba pamiętać również, że moc przeżywanego uczucia zależy od nas samych. Nic nie spada z nieba, a tym bardziej siła uczucia przez lata. Na pewno łatwiej jest dbać o związek, gdy zbudowany jest na mocnym fundamencie, czyli szczerym uczuciu. Łatwiej zmagać się z rzeczywistością wiedząc, że obok jest „TA” osoba.

Wieloletnia miłość jest możliwa i zdarza się w życiu. Najpiękniejszy widok, który mamy okazje czasami zauważyć na ulicy to para starszych ludzi trzymających się za ręce. Można przypuszczać, że nie było im łatwo zmierzać w jednym kierunku przez te wszystkie lata, ale wiadomo, że w tym dniu, po tych wszystkich latach razem są szczęśliwi, że mają siebie.

A więc praca, praca i jeszcze raz praca nad związkiem to recepta na długoletnią miłość.



Makaronowy zawrót głowy!

(fot. http://vk.com/)


Makaron pochodzi z Włoch...nic bardziej mylnego...pochodzi z Chin, najstarszy znaleziony makaron miał około 50 cm długości i znaleziono go w chińskiej wiosce. Makaron wyrabia się z mąki wody i czasami dodaje się jaja. W chwili obecnej ich skład oraz kształt jest rożnorodne.Każdy znajdzie coś dla siebie.

 
Makarony klasyczne, z dodatkiem szpinaku, chilli, alg, cieniutkie nitki i grube tuby,muszelki, kokardki,świderki,tagliatelle, cienkie płaty. Co można robić z makaronem...co tylko chcemy, jest fajnym dodatkiem do zup np. pomidorowej i to bez względu na kształt i kolor,  można też go użyć do sosów grzybowych czy mięsnych,oraz ciekawą bazą do zapiekanek i sałatek.

Przedstawiamy Wam kilka przepisów. które są smaczne, pożywne i pełne witamin.

Zapiekanka makaronowa z łososiem i szpinakiem

Składniki:
*30 dag makaronu-polecam kokardki, rurki lub świderki
*20 dag łososia sałatkowego
*dwie garście surowego szpinaku, można go zastąpić mrożonym pod warunkiem że jest cały
*2 ząbki czosnku
*3 łyżki oliwy z pestek winogron
*200 ml śmietany jogurtowej

Sposób przygotowania:
Na rozgrzaną patelnię wlewamy olej, podrzewamy, wrzucamy umyty szpinak, dusimy aż stanie się miękki, dorzucamy łososia, czasami trzeba go posiekać na mniejsze kawałki, mieszamy dodając czosnek posiekany plasterki, mieszamy, doprawiamy obficie pieprzem, wlewamy śmietanę, mieszamy nie doprowadzając do wrzenia, jeśli uznamy że jest mało słone możemy posolić według swojego smaku. Makaron wcześniej gotujemy, do zapiekanek dobrze jest skrócić czas gotowania o około 1-2 minuty niż podaje producent na opakowaniu. Ja do gotowania dolewam odrobinę oliwy i po ugotowaniu obficie przelewamy zimną wodą. Do miski przekładamy makaron, dodajemy sos i wszystko mieszamy, przekładamy do naczynia żaroodpornego. Zapiekamy około 15-20 minut w temp 180-200 stopni.

Sałatka makaronowa z rukolą

Składniki:
*30 dag makaronu pene (grubsze rurki ścięte po skosie)
*15 dag rukoli
*opakowanie pomidorków cherry
*szklanka pestek słonecznika
*pesto bazyliowe
*pieprz

Sposób przygotowania:
Gotujemy makaron w lekko osolonej wodzie, skracamy o 1 minutę czas gotowania, do wystudzonego makaronu wrzycamy umytę i osuszoną rukolę, pomidorki cherri kroimy na połówki, słonecznik prażymy na patelni ewentualnie w piekarniku, dodajemy pesto które możemy kupić ewentualnie przygotować samodzienie( pęczek świeżej bazyli, 2-3 ząbki czosnku 2-3 łyżki oliwy z oliwek, odrobina soli wszystko rozdrabniamy blenderem, regulujemy konsystencję przez zwiekszenie lub zmniejszenie ilości oliwy). Do dużej miski wrzucamy wszystkie składniki , zostawiamy kilka pomidorków i łyżkę pestek słonecznika którymi możemy udekorować sałatkę, mieszamy wszystkie składniki doprawiamy pieprzem,dekorujemy i podajemy.

Faszerowane conchiglie

Składniki:

*Makaron ma kształt muszli, od małych po duże które możemy faszerować różnymi nadzieniami, podawać na zimno i ciepło.
*Nadzienie na słodko:
*20 dag serka maskarpone
*2 łyżki rodzynek
*2 łyżki orzechów włoskich
*2 łyżki platków migdałowych
*cukier waniliowy

Sposób przygotowania:
Rodzynki zalewamy wrzątkiem, po około 30 minutach odcedzamy, to samo robimy z orzechami to pozwoli nam na łatwe pozbawienie ich skórki, siekamy je na drobno, płatki prażymy na patelnii. Tak przygotowane składniki dodajemy do serka mieszamy doprawiamy cukrem waniliowym. Makaron gotujemy w lekko osolonej wodzie, dosłownie symbolicznie solimy wodę, po odcedzeniu kakaronu przelewamy go zimną wodą, rozkładamy go pojedyńczo otworem na tacy wyłożonej czystą ściereczką tak aby pozbawić go wody. Tak osuszony makaron napełniamy słodkim nadzieniem. Możemy podawać go jako form deseru.

Nadzienie mięsne:

Składniki:

*50 dag mięsa mielonego wieprzowego np. z łopatki
*3 ząbki czosnku
*łyżeczka oregno
*1 jajko
*sól, pieprz.
*20 dag przecieru pomidorowego
*1/2 szklanki rosołu
*3 łyżki śmietany
*natka pietruszki

Sposób przygotowania:
Mięso, oregano, jajko i czosnek przepuszczony przez praskę mieszamy razem, doprawiamy solą i pieprzem. Tak przygotowanym farszem napełniamy surowe (nie gotowane) muszle, do około 3/4 ich pojemności. Układamy w naczyniu żaroodpornym. Przecier pomidorowy, rosół i śmietaną mieszamy razem, tak otrzymanym sosem zalewamy muszle. Muszle będą pływać, wtedy łyżką każdą zanurzamy w sosie, tak aby się dostał do farszu. Wkładamy do nagrzanego piekarnika pieczemy około 25-30 minut w temp. 200 stopni, zapiekamy pod przykryciem, na kilka minut przed wyjęciem zdejmujemy przykrycie i dalej zapiekamy. Posypujemy natką pietruszki.

Oczy zmysłowo otwarte!

(fot.http://lula.pl/)


Jak optycznie powiększyć oczy? Proponuję głębokie odcienie zieleni i granatu uzupełnić jaśniejszymi odcieniami tych kolorów. Makijaż powiększający oczy zrobisz bez trudu. Pamiętaj tylko o kilku zasadach.


* Najpierw rozjaśnij skórę wokół oczu. Kosmetyk rozjaśniający (w postaci kremu lub musu) nanieś opuszkiem palca lub pacynką (jeśli ma postać sypką) pod łukiem brwiowym i w wewnętrznym kąciku oka. Najwygodniejszy jest rozświetlacz w pędzelku. Nałóż go równomiernie i tylko odrobinkę. Tuż przy gałce oka (powyżej granicy dolnych rzęs) możesz narysować jasną kreskę, która optycznie powiększy oko.

* Nieruchomą część górnej powieki, niewielką część nad załamaniem razem z wewnętrznym kącikiem oka oraz dolną powiekę pomaluj jasnym cieniem szarozielonym lub szaroniebieskim. Cieniem w kolorze głębokiej zieleni lub granatu pomaluj ruchomą część powieki i zewnętrzny kącik oka, przedłuż jego smugę w kierunku skroni. Tym kolorem nie maluj wewnętrznego kącika oka.

*czarna kreska eyelinera wydłużająca się ku skroni na górnej powiece i maskara na rzęsach zwieńczą makijaż.

Polecamy:
1. Eveline, cienie Quatro;
2. Ingrid, pojedynczy cień do powiek;
3. Golden Rose, eyeliner we flamastrze;
4. L'Oreal, Lumi Magique, korektor rozświetlający w pędzelku.